windowsowo.pl

Twoje centrum informacji o nowych technologiach – Windows 10 – Android – iOS

Aktualności Felieton Urzadzenia Windows 10 Mobile

Windowsmaniak na wygnaniu – czyli jak zamieniłem Windows Mobile na Androida

Autorem gościnnego tekstu jest Wojciech Maj, który opisał swoją historię migracji z systemu Windows Mobile na Android zakończoną sukcesem. Zapraszamy do lektury i dyskusji w komentarzach.


Odkąd pamiętam, w moim domu królowała Nokia

Swą podróż zacząłem od kultowej 3310, miałem też 2610, 6300, 5530 Xpress Music. Za pierwszą skromną, studencką wypłatę kupiłem Nokię C6-01.

Kiedy więc smartfonowa rewolucja zaczęła się na dobre, mój wzrok naturalnie zatem skierował się ku smartfonom Lumia. I tak w grudniu 2012 roku stałem się posiadaczem Lumii 820. Cóż to był za telefon! Aplikacji niewiele? Problemy wieku dziecięcego, a na otarcie łez było przecież tak wiele. Kamera PureView, która poprzeczkę w świecie mobilnej fotografii postawiła tak wysoko, że dziś z trudem przebijają ją najnowsze flagowce. Ta płynność działania (były to czasy, w których nie było to takie oczywiste, a Android miał słusznie przyklejoną łatkę zamulającego systemu)! Ten unikalny design!

Kolejne aktualizacje Windows Phone sprawiały, że serce biło mocniej. Microsoft i Nokia wiedzieli, jakie są ich silne strony i prowadzili mocną ofensywę w tych obszarach. Kolejne słuchawki cieszyły oczy zarówno swoim wyglądem, jak i wyglądem uchwyconych przezeń momentów.

Reklamy kolejnych Lumii były eksplozją życia, młodości i kolorów. I… mówiły prawdę. Nie czuło się wtedy, by Lumie były niepopularne. Były unikalne. Były tryskającym energią dzieckiem z głową pełną pomysłów w autobusie pełnym smutnych dorosłych. Na podbój świata jeszcze będzie miał czas.

Soon™

Nagle czar prysł. Kto za to odpowiada? Producenci aplikacji? Nie, bo ci – przyznajmy sobie szczerze – nigdy nie stanęli do walki. Klienci? W żadnym wypadku. Użytkownicy telefonów spod znaku Windows doskonale wiedzieli, na co się pisali, a mobilny Windows w zasadzie dotrzymywał złożonych im obietnic; dlaczego mieliby więc opuszczać platformę? Więc może Microsoft? Bingo.

Chwilę przed wydaniem Windows 10 Mobile w Microsofcie zaczęło dziać się coś niedobrego. Kolejne konferencje przepełnione były zapowiedziami w podobnym tonie, jak miało to miejsce do tej pory. Jednak to, co trafiało do rąk klientów, pozostawiało wiele do życzenia… Jeśli trafiało do rąk klientów.

Lumia 950, do dziś technicznie bardzo dobry telefon, z wbudowanym Windows Hello i absolutnie fenomenalnym aparatem. Jednak był przeciwieństwem tego, do czego przyzwyczaiła nas marka Lumia. Był po prostu miałki. Kiedy przyglądasz się swojemu smartfonowi, by zawiesić na czymś wzrok i najciekawszy okazuje się port ładowania, to wiesz, że coś poszło nie tak…

Windows 10 Mobile, debiutujący na wyżej wspomnianej 950-tce, idealnie do niej pasował. Pozbawiony wszelkiego wyrazu. Microsoft usilnie starał się zmniejszyć przepaść dzielącą jego mobilny system od Androida i iOS. W efekcie powstał potworek, który już był pozbawiony zalet Windows Phone’a 8, a jeszcze niemający zalet konkurencyjnych systemów.

Przez chwilę wydawało się, że to okres przejściowy. Że jeszcze raz trzeba zacisnąć zęby, przeczekać. Że ten wspaniały moment, kiedy Windows znów wypełni się unikalnymi funkcjami, nadejdzie już niedługo (ang. soon). Po długim okresie mydlenia oczu było już jasne, że soon nigdy nie nadejdzie.

Wygnanie

Stałem więc na rozdrożu, rozmyślając czy zaczekać na ten ostatni promyk nadziei, jakim był mityczny Surface Phone. Z rozmyślań wyrwał mnie głośny trzask. To w mojej Lumii 950 pękł ekran, a jak się potem okazało, uszkodzeniu uległa również kamera. Dodając do tego mocno zużytą baterię, telefon był już praktycznie martwy.

Poddałem się. Stwierdziłem, że nie kupię prawie dwuletniego telefonu po raz kolejny. A, że Microsoft nic nowego nie miał w ofercie, skierowałem wzrok na produkty konkurencji. iPhone odpadł w przedbiegach. Choć urzekał prostotą, to pozbawiony był nawet tych funkcji, o które nietrudno było na platformie Microsoftu. Bezprzewodowe ładowanie, płatności zbliżeniowe, NFC… Zatem Android! Chciałem mieć dobre porównanie platform mobilnych i uznałem, że nieuczciwie byłoby porównywać flagową 950-tkę z, dajmy na to, Xiaiomi ze średniej półki. Wyszedłem zatem z salonu z błyszczącym S8 w dłoni.

The good, the bad, the ugly

Wiedziałem, że po pięciu latach romansu z mobilnym Windowsem przesiadka na zupełnie inną platformę nie będzie łatwa. Szybko jednak okazało się, że Samsung Galaxy S8 ma wszystko, co windowsiarzowi jest do szczęścia potrzebne. Znalazł się w nim nawet skaner tęczówki, co było moim ulubionym bajerem w Lumii 950. Nie chciałbym jednak recenzować tutaj samego telefonu; takich recenzji w internecie jest pełno, a raczej samą przesiadkę.

Aplikacje

Aplikacje, bez zaskoczenia, okazały się być „dobrą zmianą”. Nie w takim sensie jednak, jak oczekiwałem. Pisząc ten artykuł, gorączkowo przeglądałem swój nowy smartfon w poszukiwaniu choć jednej aplikacji, której nie byłoby na Windowsie. Pomijając Google Chrome i Sklep Play, które są oczywiście specyficzne dla platformy, nie miałem ani jednej nowej ikony! Choć spędziłem w sklepie z aplikacjami bardzo długi czas, żadna nowa aplikacja nie porwała mnie na tyle, bym stwierdził, że koniecznie muszę ją zainstalować. Zrozumiałem: na Windowsie niczego nie brakuje, po prostu na Windowsie wszystko jest gorszej jakości. Na Androidzie Facebook i Messenger włączają się w czasie poniżej sekundy, zamiast dwudziestu. Jak Dojadę nie tnie się na każdym kliknięciu. Shazam znajduje piosenki. Deezer działa szybciej i pełny jest pięknych animacji. IKO o niebo bardziej dopracowana i wspiera płatności HCE. Nawet Office czy OneDrive od Microsoftu sprawiają wrażenie bardziej doszlifowanych!

Doświadczenie

Microsoft nigdy nie ukrywał, że Lumia 950 jest telefonem „dla entuzjastów”. Niestety, z tego też powodu zaprojektował telefon, który jest tylko dobrym sprzętem, ale już nie obiektem pożądania.

Do nowego flagowca Samsunga ciągnęło mnie od początku. Design i wykonanie sprawiały wrażenie trzymania w ręku przedmiotu nie z tego świata. W S8 nie ma milimetra obudowy, który nie krzyczałby „jestem najwyższej klasy”. Szlachetne, błyszczące (i strasznie brudzące się) szkło, idealnie gładka obudowa, zaokrąglony na brzegach ekran praktycznie pozbawiony ramek… To telefon, który chce się trzymać w dłoni dla samej przyjemności trzymania. Nie trzeba go nawet włączać, żeby się nim cieszyć.

Pomimo zauważalnie większego ekranu, dzięki małym ramkom i opływowym kształtom obsługuje się go dobrze nawet jedną ręką.

Aparat

Samsung Galaxy S8 spisuje się podczas fotografowania zazwyczaj lepiej lub tak samo, jak Lumia 950. Choć samsungowa aplikacja aparatu przepełniona jest filtrami a’la Snapchat, nie brakuje w niej również opcji dla bardziej wymagających użytkowników. Z łatwością ręcznie dobierzemy ISO, przesłonę i ręcznie ustawimy fokus.

Skoro już o fokusie mowa: to jedna z rzeczy, która w S8 powala na kolana. Nie wiem, czy moje oczy tak szybko „ustawiają ostrość”, jak robi to ta słuchawka. Zdjęcia i filmy robione na Galaxy S8 pozostaną ostre nawet, jeżeli osoba z padaczką zechce nakręcić film o trzęsieniu ziemi.

Za aparatem w Samsung Galaxy S8 z pewnością stoi kawał solidnego oprogramowania. Balans bieli jest w zasadzie bezbłędny, kolory żywe, obrazy ostre i pozbawione szumów. Niestety, kamera nie jest też pozbawiona wad. Fani Lumii, przyzwyczajeni do fenomenalnej optyki Carl Zeiss, mogą kręcić nosem na optykę oferowaną przez koreańskiego producenta. Na brzegach zdjęć robionych S8 widoczne będą zniekształcenia, co jest szczególnie dotkliwe w trybie makro.

Samsung Galaxy S8 (po kliknięciu na zdjęcie otworzy się pełny rozmiar)

macro galaxy s8

Microsoft Lumia 950

macro Lumia 950

Flagowiec Samsunga pokaże za to pazur w nocy. Zdjęcia robione nocą w trudnych warunkach oświetleniowych nie pozostawiają wiele do życzenia. Zdjęcia poniżej robiłem z ręki, na automatycznych ustawieniach aparatu.

Samsung Galaxy S8

noc galaxy s8

Nokia Lumia 950

noc Lumia 950

Nie sposób przy okazji nie wspomnieć tutaj o przednim aparacie. Samsung dobrze wie, że kamera z przodu bardzo zyskała na znaczeniu. Zmienna ogniskowa i wyższa rozdzielczość robią swoje – Wasze zdjęcia z dzióbkiem nigdy nie były wyraźniejsze!

Bateria

W laboratoryjnych testach Lumia 950 i Samsung Galaxy S8 powinny wypaść podobnie. Oba telefony zasila bateria o pojemności 3000 mAh. Poczciwa 950-tka, choć posiadająca mniej oszczędzających baterię sztuczek, zapewne nadgoni nieco mniejszym ekranem.

W praktyce jednak sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jak tu bowiem porównywać czas pracy na baterii telefonów, z których jeden Messengera włącza 25 sekund, a drugiemu zajmuje to pięćdziesięciokrotnie mniej? Czyż nie liczy się to, jak wiele możemy zrobić, nie zaś, jak długo ekran może być włączony?

Ekosystem

Jeśli do tej pory w życiu codziennym towarzyszyły Ci aplikacje i usługi Microsoftu, czeka Cię bolesna przesiadka. Z Microsoftowego ekosystemu dobrze działa chyba tylko poczta. Kalendarz? Owszem, działa bez problemu, ale… Z wszystkich kalendarzy robi jeden o nazwie Outlook. Kalendarz Outlook działa dobrze tylko w… aplikacji Outlook, ale ta szybko okazała się kompletną pomyłką. Aplikacji Microsoftu daleko do tych dostarczonych przez Google i Samsunga. Gwoździem do trumny Outlooka były kontakty – aplikacja co prawda zsynchronizowała je po raz pierwszy, ale chwilę potem przestała się aktualizować. Nie sposób było zmusić ją do współpracy. W końcu przeniosłem kalendarz i kontakty pod skrzydła Google’a. Żeby było śmiesznie, usługi od firmy z Mountain View bajecznie działają nie tylko na Androidzie, ale i na komputerze z Windowsem.

To jednak nie koniec rozterek. Office to dla mnie podstawa codziennej pracy, naturalnie korzystam też więc z OneDrive. OneDrive na Androidzie działa bardzo dobrze, ale brakuje wspólnej galerii zdjęć z OneDrive i pamięci telefonu. Porządkowanie zdjęć na dobrą sprawę muszę teraz robić dwa razy. Ale alternatywy nie zachęcają – Dokumenty Google Office’owi nie sięgają do pięt, o dwóch chmurach: na dokumenty i na zdjęcia nawet nie chcę myśleć.

Wielkim nieobecnym, przynajmniej dla mnie, okazała się… Synchronizacja SMSów z komputerem. Choć ta na Windowsie działa stabilnie od bardzo niedawna, zdążyłem się przyzwyczaić. Na nowo muszę wyrobić sobie nawyk sięgania po telefon podczas robienia przelewu przez internet, skończyło się szybkie przeklejanie czegoś z komputera do SMS-a.

Przesiadka na ekosystem Google’a, mimo swojej bolesności, przyniesie nam kilka miłych nowinek. Dla przykładu: co prawda o Google Assistant, odpowiedniku Cortany, możemy w Polsce pomarzyć, to możemy go włączyć w wersji angielskiej nawet na telefonie z językiem polskim. Ponadto, bez żadnych sztuczek, działa podstawowe rozpoznawanie mowy; „Zadzwoń do mamy” to nie problem dla telefonu z Androidem. Jak to się ma na Lumiach od czasu aktualizacji do Windows 10 – cóż, wiemy wszyscy…

Jesteśmy wolni, możemy już iść

Jestem fanem Windowsa większym, niż sam Satya Nadella. Dlatego długo nie mogłem pogodzić się z powolną śmiercią platformy, odkładając przesiadkę tak długo, jak to było możliwe. W końcu odważyłem się i choć przykro mi to pisać – przy Windowsie trzymać Was mogą już tylko miłe wspomnienia z czasów WP8 i… syndrom sztokholmski (stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi – przyp. aut, za: Wikipedia).

Czy przesiadka będzie bolała? Tak. Czy warto? Tak.


Historii takich jak Wojtka jest pewnie więcej i jeżeli również macie swoje przemyślenia na temat zmiany platformy, sukcesu lub porażki na tym polu, piszcie do nas. Być może następny tekst na windowsowo.pl będzie wasz.