windowsowo.pl

Twoje centrum informacji o nowych technologiach – Windows 10 – Android – iOS

Aktualności Felieton

Nowy Microsoft wcale nie taki zły – dajmy im trochę czasu

Poniższy tekst powstał niejako w odpowiedzi na szerzące się wszędzie zarzuty wobec MS i falę zawiedzionych użytkowników. Czytając zarówno polskie, jak i zagraniczne portale wydedukowałem dość sporo i poprosiłem redakcję windowsowo.pl o możliwość publicznego przedstawienia swojej szerokiej opinii na temat nowego Microsoftu.

*** Wpis gościnny czytelnika windowsowo.pl – Adriana Widerskiego ***

Główny zarzut: Microsoft robi lepsze oprogramowanie na systemy konkurencji, bo wie, że mobilny Windows jest spisany na straty.

Nieprawda. MS robi rzeczywiście w wielu przypadkach lepsze appki dla iOS i Androida, ale tylko dlatego, że te systemy są po pierwsze bardzo popularne, a po drugie są systemami dojrzałymi w segmencie mobilnym . Dzięki ogromnej społeczności mogą służyć za pole do popisu dla usług giganta, a nie oszukujmy się – chmura i Office to pierwszorzędne usługi Microsoftu. Gdzie więc łowić ryby, jeśli nie w stawie, w którym jest ich najwięcej?

W międzyczasie gigant będzie poprawiał i dopracowywał swój system. Miną pewnie jeszcze długie miesiące, zanim będzie się rzeczywiście opłacało kupić jakiegoś smartfona z logo Microsoft, ale ten czas na pewno nadejdzie. Gdyby MS spisał mobilnego Windowsa na straty, już dawno nie widzielibyśmy go na rynku. Pierwszy krok do zdobycia owych udziałów w rynku mobilnym to zdobycie użytkowników dla swoich usług. To może trwać miesiące, a nawet lata. Ale jeśli MS zadba o jakość usług chmurowych i swoich sztandarowych aplikacji, spokojnie za kilka lat będzie mógł obwieścić „witajcie, przedstawiamy wam smartfon z waszymi ulubionymi aplikacjami i środowiskiem, do którego jesteście przyzwyczajeni”. Nie twierdzę, że od razu wszyscy rzucą się z wilczym apetytem na Windows Mobile, ale taka strategia wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobna i sensowna. Teraz jest źle, to prawda. Windows Phone dogorywa, sprzedaż Lumii leci na łeb. Ale MS to nie jest Januszosoft z Zadupia Małego. To firma, którą stać na wydawanie słabych produktów latami, w końcu nie tylko smatfonami i Windowsem MS stoi. Stać ich na ogromne zmiany, których jedynie częścią jest segment mobilny. Cierpliwości.

 

Zarzut drugi: MS ma gdzieś polski rynek, a przecież Lumie były i są u nas bardzo popularne.

My, Polacy lubimy uważać siebie za naród wybrany i najważniejszy. Niestety na to, czy Bing, Cortana oraz reszta produktów MS trafią na nasz rynek może mieć wpływ szereg innych kwestii. Język polski nie należy do najprostszych, nauczenie Cortany mówić jak najlepiej w naszym języku z pewnością nie jest rzeczą łatwą. Na pewno część z Was powie „no zaraz, ale japoński też nie jest prosty, a Cortana już w tym języku mówi!”. Tylko porównajmy sobie zasięg światowy obu języków i staje się oczywiste, czemu jest jak jest. Cortana sukcesywnie otrzymuje nowe funkcje, zdobywa też nowe rynki. Z utęsknieniem oczekujemy, aż przemówi do nas w naszym języku i na pewno rędzej czy później się tego doczekamy. Jednak wprowadzenie Cortany, to nie tylko wprowadzenie Cortany (jakkolwiek to nie brzmi).  Asystentka od MS korzysta z zasobów gromadzonych przez wyszukiwarkę Bing, zatem równolegle na nasz rynek musiałby wejść cały Bing, być może razem z filmami, muzyką Groove i resztą brakujących na naszym rynku usług. To z pewnością ogromny ruch dla Microsoftu i będzie kosztował mnóstwo pracy, a Polska to tylko jeden z wielu krajów, które nadal nie mają u siebie wszystkich usług giganta.

 

Zarzut trzeci: Microsoft zrobił tandetne Lumie 950 i kiepską, choć ładnie wyglądającą 650. Z czym do ludzi?!

Wszyscy dobrze wiemy, że Lumie znikają z rynku tak samo, jak Windows Phone (nie mylić z Windows Mobile). W moim mniemaniu urządzenia, które zobaczyliśmy w minionych miesiącach są bardziej próbą zwyczajnego załatania pustki między starszymi urządzeniami, a nową serią urządzeń (nazywaną ochoczo przez wszystkich „Surface Phone”). Na pewno jest to również pewnego rodzaju ukłon w stronę fanów marki. Jeśli wkrótce ma pojawić się nowa linia urządzeń (mówmy już o Surface Phone, dla klarowności), to dość oczywistym staje się fakt, że Microsoft nie wyda teraz urządzeń powalających na kolana. Gdyby najnowsze Lumie reprezentowały taki poziom, jakiego niektórzy od nich oczekują, najpewniej wpłynęłoby to negatywnie na przyjęcie SP. A przecież to właśnie nowa linia smartfonów ma przyciągnąć konsumentów i być oczkiem w głowie firmy. MS pracuje zatem nad mobilnym Windowsem i nowymi telefonami. Na efekt tych prac pewnie przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale uważam, że warto. MS rzecz jasna stać na błędy, ale nie na klęskę i z pewnością wszyscy w Redmond o tym wiedzą.

 

Zarzut czwarty: Microsoft wszystko zabiera, a nic nie daje.

Ciężko dawać i proponować gratisy, gdy firma przechodzi mnóstwo zmian na raz. Wiele produktów MS jest teraz restartowanych, wiele jest przebudowywanych. Na pewno gigant przedstawi w swoim czasie wiele interesujących ofert. Ograniczono miejsce na OneDrive, wprowadzono model abonamentowy dla O365. Wielu się to nie podoba, jednak dla dużej grupy użytkowników 1TB miejsca w chmurze i cały pakiet Office za kilkanaście złotych miesięcznie to naprawdę dobry układ. Chmura MS ma służyć głównie do pracy i przechowywania własnych plików, a nie instalatorów gier czy filmów w 4K. Bądźmy poważni. Tak naprawdę mało kto wykorzysta 50% z tego 1TB, a co dopiero cały terabajt.

 

Zarzut piąty: Windows stał się za bardzo Androidowy, stracił swój urok.

Rzeczywiście, wygląd aplikacji WP8.x był unikatowy, przez co niektóre elementy nie były do końca jasne, a i układ aplikacji nie pozwalał na zbyt wiele projektantom interfejsu. To z kolei skutkowało wieloma wybrakowanymi aplikacjami posiadającymi trzy przyciski i dwie funkcje na krzyż, bo nikt nie wiedział, gdzie można umieścić dodatkowe opcje (wszędzie było już pełno, mimo że w gruncie rzeczy było pusto). Dodanie menu pod przyciskiem hamburgera i „uandroidowienie” interfejsu sprawiły, że w końcu jest gdzie pochować wiele funkcji i widać, że pojawiają się już aplikacje, które mają ich naprawdę sporo (Xbox, Perfect Tube, Kalendarz, Poczta czy TweetIt! to tylko część z tych, które mi przychodzą na myśl). W aplikacjach jest też więcej kolorów, aczkolwiek nadal króluje tutaj flat design i kafelki, przez co Windows nie stracił wiele, a zyskał większą klarowność interfejsu i dzięki temu będzie prostszy w użytkowaniu dla nowych użytkowników w przyszłości.

 

Zapominacie, że Windows 10 to ostatni Windows.

Wiele czytam o tym, jaki to Windows 10 jest tandetny. Prawda jest taka, że kolejne aktualizacje zarówno wersji desktopowej, jak i mobilnej wiele naprawiają. Jeden z ostatnich update’ów „dużego” Windowsa naprawił całe mnóstwo problemów na jednym z komputerów u mnie w pracy (zawieszające się menu Start, pasek systemowy i kompletnie nie działające aplikacje UWP). Mobilny Windows również działa coraz lepiej, a należy pamiętać, że wiele jego bolączek może naprawić aktualizacja oprogramowania układowego. Windows ma jedno jądro. Dla wszystkich urządzeń. To też wymaga na pewno jeszcze dopracowania, co już następuje w gałęzi Redstone. Okienka będą rozwijane, aktualizowane i na pewno wiele nowych funkcji jeszcze otrzymamy do dyspozycji. Nie wykluczone, że za kilka lat cały Windows stanie się platformą składającą się tylko z aplikacji uniwersalnych. Osobiście z uśmiechem na twarzy przyjąłbym wyrzucenie wielu aplikacji spośród Akcesoriów systemowych. Wiele z nich, jak na przykład Menedżer zadań, czy Narzędzie wycinanie, powinny zostać przepisane do UWP. Część, jak Notatnik czy WordPad powinny zniknąć, bo dublują funkcjonalność innych aplikacji lub mogą być z powodzeniem zastąpione aplikacjami ze sklepu. Ale to tylko moje zdanie. Na pewno Windows powinien iść w stronę ujednolicenia i wyrzucenia zbędnych śmieci. Nawet spośród domyślnego zestawu aplikacji.

 

Użytkownicy muszą przywyknąć do tego, że posiadają konto w chmurze Microsoftu.

Wielu użytkownikom kompletnie nie przeszkadza fakt, że posiadają konto w Google i są o nich zbierane terabajty danych przez ową firmę. Natomiast na wieść o tym, że Microsoft zbiera o ich aktywności jakiekolwiek informacje i w pewnych kwestiach wymaga posiadania konta w chmurze dostają gęsiej skórki i napadu wściekłości. To dość dziwne, że ci sami ludzie zdają się mówić „ok, drogi Facebooku, w porządku Google, nie ma problemu setko innych usług, zbierajcie dowolne moje dane, ale Microsoft niech się od nich trzyma z daleka”. MS na pewno przez długie lata był negatywnie postrzegany przez duży procent użytkowników sieci. Teraz jest na etapie zmian nie tylko wśród swoich usług, ale także zmian wizerunkowych. Powinniśmy dać szansę gigantowi na odbudowanie naszego zaufania. W końcu Apple, a w szczególności Google zasługuje na konkurencję. Nie może dojść do sytuacji, w której gigant z Mountain View ma monopol na wszystko. Konto w MS to dla mnie normalna rzecz. Pozwala scalić wszystkie usługi i system Windows. Zachodzące ciągle w ekosystemie MS zmiany dają coraz większe możliwości, a wiele wskazuje na to, że gdy ów ekosystem wyjdzie na prostą, może być równie dobry, jeśli nie lepszy od tego, który stworzyli główni konkurenci Redmond.

 

Pozostaje nam czekać.

Niestety MS doczekał się już nawet rebrandingu na Microsoon ;), co jest wynikiem wrzucenia Windows i wszystkich powiązanych usług do modelu oprogramowania ciągłego. Oprogramowania, które dopóki nie zostanie wystarczająco dopracowane i modularne, u wielu nie będzie działać wystarczająco dobrze. Ale jest coraz lepiej, a MS zdaje się wychodzić na prostą drogę, choć jak każdy proces – ten również swoje trwa. A trwa długo, bo Windows doczekał się przez długie lata wielu zmian, zaśmiecenia, jego zasięg jest ogromny i to jest wręcz oczywiste, że ten system nie może działać idealnie u wszystkich. Do tego ciężar konieczności zachowania wstecznej kompatybilności. Ilość przeróżnych konfiguracji, na których ten system musi działać jest gigantyczna i naprawdę ogromny szacunek dla Microsoftu, że jako tako ogarnia temat, bo firma wzięła na siebie zadanie wręcz karkołomne.

Jest coraz lepiej i uważam, że najbliższa konferencja Build i następujące po niej miesiące będą kolejnymi etapami wychodzenia Microsoftu ze swoimi usługami z fazy totalnego bałaganu na prostą. Ale musimy być wyrozumiali i pamiętać, że Microsoft zmienia teraz naprawdę wiele. Musimy patrzeć globalnie i przez perspektywę tych wszystkich urządzeń, które muszą zadziałać jak najlepiej pod Windows 10. To ogromny nakład pracy, ale przyjdzie czas, kiedy wszyscy (a na pewno większość z nas) zgodnie stwierdzimy, że warto było czekać, a być może nawet przeczekać te zmiany korzystając z rozwiązań konkurencyjnych, bo przecież czemu nie, skoro mamy tam możliwość korzystania z usług MS.

*** Wpis gościnny czytelnika windowsowo.pl – Adriana Widerskiego ***